![]() |
|||
Agata Amelia Alinell Araia Arkenia Dimlondiel Elaine Hania Ilfirin Ireth Melfka Moja Nova Ogoniasta i Kina Onka Sekutnica Sirmione Sol Sybilla Yoannah Zhar TerraFantastica |
|||
Bach! Milena pisze: fraziu 2011-04-13 21:28:49 skomentuj (2) B. fraziu 2010-11-21 18:39:25 skomentuj (0) Creepy story Pewnych tematów nie należy poruszać o północy. No, ale było bliżej czwartej nad ranem, więc było bezpiecznie. W pokoju Mileny, niczym papierosowy dym, snuły się opowieści o świecie nadprzyrodzonym i o mrocznej stronie ludzkiej natury. - Heniu, a słyszałeś historię o opętanym chłopcu? – zapytałam. – Milena, opowiedz!
* * * - W sumie to już nie jestem pewna, czy to było opętanie… Wiecie, teraz tak gadam, a wtedy to się bałam iść w nocy do łazienki i budziłam Kubę, żeby szedł ze mną. Co innego obejrzeć horror, a co innego, kiedy wszystko dzieje się tak blisko. Pewnego dnia wypuszczałam konia na padok, kiedy przyszedł jakiś facet ze swoim synem, na oko tak dwunasto-, trzynastoletnim. Zapytał, czy jego syn, Eryk, mógłby uczyć się u mnie jeździć. No to się zgodziłam i nawet dobrze mu szło, dopóki nie spadł… ale o tym później. Jakiś czas później siedzimy sobie z Damianem przy piwku, gdy nagle przylatuje roztrzęsiony Heniek – wiecie, on taki panikarz trochę i wszystkiego się boi – i mówi: „Słyszeliście o Eryku?!” - Ale co? - On jest nawiedzony! Podobno tego dnia – a musicie wiedzieć, że to był środek zimy stulecia, zaspy śniegu i trzaskający mróz, a u nas na wsi to o odśnieżanie dróg nikt nie dba – Eryk wyszedł z domu tuż przed zmrokiem. Minęło może z dwadzieścia minut, kiedy rodzice zorientowali się, że go nie ma. Sąsiedzi również go nie widzieli. Zaczęły się poszukiwania; pełno ludzi chodziło po okolicy z latarkami i krzyczało „Eryyyk! Gdzie jesteś?!”, normalnie jak w jakimś filmie. Nawet tata Kuby poszedł. Przeszukali park, stawek, podwórka… i nic. Chłopaka nigdzie nie było. Nagle jeden koleś zauważył, jak Eryk zostaje wypchnięty z jakiegoś auta. Dziwne, że to widział, bo z reguły chodzi pijany w trupa, no cud jakiś. W każdym bądź razie, wszyscy dopadli do uciekiniera, żeby się dowiedzieć, co się stało. Ale ojciec zabrał go szybko go domu, zanim zdążył cokolwiek powiedzieć. No, a później poszła taka… no bo ja wiem, plotka? Znam tych ludzi osobiście i wiem, że tak było. Często wpadam do nich na kawę, mama Eryka to bardzo sympatyczna kobieta, choć może trochę za cicha. Ojca często nie ma, bo jeździ w trasy ciężarówką. Kiedy już Eryk był bezpieczny w domu, zapytali go, dlaczego wyszedł w taką pogodę i to jeszcze niemal w nocy. - Musiałem iść, bo mnie nie kochacie – odpowiedział chłopiec. - Jak to?! - Tak usłyszałem… w głowie. Rodzice byli oszołomieni. - Gdzie byłeś? Chłopiec wymienił kilka okolicznych wsi, przez które szedł. Raczej to niemożliwe, żeby taką trasę zrobił w godzinę i to w takim śniegu, ale taka była jego wersja. Ponoć ten samochód podwiózł go parę kilometrów. Kto wie? Wtedy myślałam, że to jakieś działanie sił nadprzyrodzonych, ale teraz już nie wiem. Eryk zaczął się dziwnie zachowywać, czasami zamykał się w sobie albo miał napady złości. Gdy rodzice kolejny raz usłyszeli o głosach w jego głowie, postanowili zawiadomić księdza. Ten, zapoznawszy się ze sprawą, sprowadził z Poznania egzorcystę. Mam takiego znajomego, co się interesuje egzorcyzmami i tego typu sprawami. Po wysłuchaniu tej historii stwierdził, że to nie było prawdziwe wypędzanie demona – tylko tak zwana modlitwa wstawiennicza. Wiecie, taka jakby atrapa egzorcyzmów. Większość ludzi, którzy zgłaszają przypadki opętania, myli to z jakimiś chorobami psychicznymi, narkotykami i tak dalej. Sporo jest też takich, co po prostu udają albo WIERZĄ, że są pod wpływem diabła. I taka modlitwa im pomaga. Wiadomo – pozostaje ten tajemniczy jeden procent przypadków, gdy egzorcyzmy są konieczne… Kiedy ksiądz zmawiał modlitwę, Eryk rzucał się, krzyczał, podobno nawet piana z ust mu leciała. Duchowny uznał, że chłopiec został oczyszczony, a wypędzony demon to Barabasz. Wiecie, jak się bałam? No, bo skoro diabeł może zaatakować w takiej pobożnej rodzinie, to co dopiero taką grzesznicę Milenkę? A jeżeli teraz jest na wolności i szuka nowego człowieka? No co się śmiejecie? Tak wtedy myślałam. Z jednej strony cała ta historia z opętaniem, a z drugiej – całkiem normalny chłopak, który przychodził do mnie na jazdy. Był też u psychologa, u lekarza, nie miał żadnych zmian w mózgu ani choroby psychicznej. Teraz mam wrażenie, że temu chłopcu bardziej niż egzorcysta potrzebna by była super niania. Po prostu chłopak znalazł sposób, żeby sobie podporządkować i zastraszyć całą rodzinę. Nie wiem, skąd wpadł na pomysł opętania, może sami rodzice mu przypadkiem podpowiedzieli. Chłopak po prostu właził matce na głowę, a ta nie umiała nic z tym zrobić. Jakiś przykład? No, pewnie. Raz przyszłam do nich na kawę – jak już wspominałam, jestem tam dość częstym gościem. Siedziałam sobie z jego mamą, gdy przyszedł Eryk i włączył telewizor. Nagle wziął i podkręcił głos niemal do maksimum. - Ścisz to – poprosiła matka. - Nie, skoro wy głośno rozmawiacie, to ja mogę mieć głośno telewizor – stwierdził. Wzięłam pilota i sama ściszyłam. Jakiś czas to trwało, on robił głośniej, ja ciszej i tak na zmianę. Eryk wkurzał się coraz bardziej, że coś idzie nie po jego myśli, aż cały zrobił się czerwony na twarzy. W końcu zasłonił czymś to ustrojstwo, co odbiera sygnał z pilota. Wstałam, podeszłam do telewizora i zdjęłam to, a ten się na mnie rzucił z łapami! No to chwytam go za koszulkę – przecież nie będę pozwalała na takie rzeczy gówniarzowi – a on się dalej miota i próbuje kopać. W końcu uspokoił się dopiero, gdy przygniotłam go do ziemi. Przestał się wiercić, więc puściłam go. Ten zerwał się i wybiegł, po drodze odpychając matkę i uderzając młodszą siostrę. Siedziałam dalej z jego mamą, a ona zwierzała mi się, że chłopiec się dziwnie zachowuje i nie może sobie z nim poradzić. Po chwili usłyszałyśmy jakieś zamieszanie w kuchni, jakby ktoś przekładał sztućce. - O Boże, on wziął coś z kuchni – szepnęła matka Eryka. - Po prostu przestań zwracać na niego uwagę. Musi wiedzieć, że takie zachowanie nic mu nie daje. - Ale on coś wziął… Jezu, on na pewno wziął nóż. - Jaki nóż…? Uspokój się. - Lepiej chodźmy sprawdzić. Poszłyśmy. Otwieram drzwi, a tam na podłodze siedzi Eryk z wielkim nożem, takim do krojenia chleba. W pierwszej chwili chciałam wejść i zabrać mu ten nóż, ale… no cóż, a jeśli mnie dźgnie albo potnie? Po dobroci nie chciał oddać, zaczął krzyczeć, że mamy wyjść. Co było dalej? No cóż, trzeba było zawiadomić policję i pogotowie, podali mu jakieś środki uspokajające i zabrali na obserwacje. Musieli go zabrać do psychiatryka… matka nie chciała go oddawać, ale cóż miała zrobić? Wiedziała, że to dla jego dobra. I tak to się skończyło, chłopak dostaje leki i siedzi na oddziale zamkniętym.
* * *
- Teraz zepsułaś historię o duchach. Skoro jest psycholem, to już jest mniej straszny. - Mniej straszny?! Wyobrażasz sobie, co ja tu przeżywałam!? Nawet bałam się spojrzeć w lustro, bo miałam wrażenie, że COŚ będzie za mną stało. - No no, typowy trik z horroru. - I pod prysznicem to samo! Cały czas tylko czekałam, aż coś mnie zaatakuje. O oglądaniu horrorów to już nie wspominam. W sumie… nie oglądałam horroru od czasu historii z Łukaszem. Po prostu nie mogłam. - Jakiej historii? - Nie opowiadałam wam? No więc…
* * *
To było parę lat temu, kiedy w wakacje mieszkałam u Łukasza nad morzem. Pomagaliśmy trochę jego rodzicom w prowadzeniu pensjonatu, ale głównie się nudziliśmy i co wieczór oglądaliśmy jakieś kretyńskie filmy. Trzeba przyznać, że głównie horrory, bo w internacie nauczyłyście mnie oglądać takie głupoty! Tego wieczoru jak zwykle zaczęliśmy seans już po ciemku. Nagle – dokładnie o północy! – wyłączył się prąd. Schiza, nie powiem, film już zaczął na mnie działać. Ale jeszcze nie bałam się naprawdę, to było nawet fajne. SZzzzzzzuuuuuu! Coś przeleciało za fotelami, które się poruszyły. Aż się skuliłam na łóżku i przytuliłam się do Łukasza. - Co to było!? – zapytał. - Nie wiem… może pies? Bzik przybiegł z dworu? - No co ty, pies by poruszał fotelami? - O kurwa, znowu! Co to jest?! Nagle zaczęła poruszać się lampa, stojąca po drugiej stronie pokoju. Przesuwała się takimi szarpnięciami – widziałam cień klosza na tle jaśniejszego okna. Chciałam uciekać – ale jak?! Miałam w głowie tysiąc myśli na sekundę. Jeśli postawię stopę na ziemi, to coś mnie zaatakuje… Wyjęłam z kieszeni zapalniczkę i starałam się oświetlić podłogę. Chociaż ogień zaczął mnie parzyć w kciuk, nie zgasiłam go. Następnego dnia miałam na palcu wielki bąbel. Po jakimś czasie tajemnicze ruchy ustały. Łukasz wcale nie był odważniejszy ode mnie, siedział z nogami na łóżku i szybko oddychał. W końcu zebraliśmy się na odwagę, żeby przejść do korytarz i sprawdzić, co z korkami. Przytulonym do siebie, na trzęsących się nogach, udało nam się wyjść z pokoju. Łukasz pogrzebał przy korkach i znów zapaliło się światło. - Ja już tam nie wejdę – powiedziałam. - Musimy. Musimy sprawdzić, co to było. No to sprawdzałam, chyba z godzinę zaglądałam za fotele, pod łóżko, jednocześnie chcąc zobaczyć COŚ, a równocześnie – nie chcąc. Pół nocy miotałam się po tym pokoju, nie mogąc się uspokoić, serce nadal waliło mi jak oszalałe. W pewnym momencie… nadepnęłam na coś. Coś pod dywanem. Podniosłam go i ujrzałam… sznurek. Zaraz, sznurek?! Przywiązany do foteli i do lampy… Łukasz zaczął się śmiać. To wszystko była jego sprawka! Jezu, no myślałam, że go zamorduję! Nigdy w życiu się tak nie bałam, a on się trząsł ze śmiechu! Nie dość, że poruszał meblami, to jeszcze zatroszczył się o brak prądu w stosownym momencie. Korki były przymocowane nitką do takiego staromodnego budzika, dzięki czemu światło zgasło dokładnie o północy… Mimo świadomości, że to nie duchy grasowały po pokoju, nadal byłam zdenerwowana. Zupełnie, jakby mi coś w mózgu się przestawiło na strach. Nie wiem, może to ta adrenalina. Następnego dnia miałam pomalować podłogę w jednym z pokoi w pensjonacie. Oczywiście – jakże by inaczej – byłam sama w domu. Powtarzałam sobie, że wczorajsze wydarzenia to tylko głupi kawał Łukasza i już niemal się uspokoiłam. Siedzę na podłodze obok wiaderka z farbą i maluję. Nagle kątem oka… dosłownie kącikiem… dostrzegłam jakiś ruch. Błyskawicznie się odwróciłam. Na jednym z łóżek kołdra falowała w dziwaczny sposób… Krzyknęłam i uciekłam, przy okazji wywracając farbę. Zatrzymałam się dopiero na korytarzu. Spokojnie, myślę sobie. Jestem sama w domu, to na pewno nie jest kolejny żart. Spokojnie. W końcu powoli, niemal się skradając, wróciłam. Kołdra cały czas się poruszała. Chwyciłam za jej skrawek i nagłym ruchem odrzuciłam. Na łóżku leżała kotka rodząca kocięta. Ufff… Wyszłam na dwór, do rodziców Łukasza, aby im opowiedzieć moją wstrząsającą historię. Rzecz jasna, stopniowo budując napięcie. - Podchodzę do łóżka, chwytam kołdrę… Byli równie przejęci co ja… w ich oczach widziałam pytanie: „i co, i co?!” - A tam tylko kotka się koci. - COOOOOO?!!! – krzyknęła mama Łukasza i poleciała ratować gościnne łóżko, zanim kotka zabrudzi juchą całą pościel.
* * *
Bardzo żałuję, że nie umiem oddać wiernie narracji Mileny, która chyba nie zdaje sobie sprawy, jak dobrym jest „opowiadaczem”. No cóż, nie pozostaje wam nic innego, jak wprosić się do Mileny na piwko (a najlepiej nabyć dla niej jedno czy dwa) i wysłuchać tego osobiście. :) Chciałabym również zauważyć, że to nie jedyna straszna historia w jej repertuarze, wystarczy wspomnieć morderstwo pana Puzzla oraz nożownika z Bielaw… czyżby niedługo krwawe tajemnice miały jej spowszednieć? fraziu 2010-09-20 13:32:27 skomentuj (4) Henry on the phone Zacznę od banału: daaawno nie pisałam (banały są banalne dlatego, iż są prawdziwe i oczywiste). Ale ponieważ Asia mnie zaatakowała, wymusiła, zagroziła i zaszantażowała, zostanie nagrodzona notką. Czasami potrzeba mi trochę motywacji... zewnętrznej motywacji. Upierdliwej motywacji, piszącej do mnie na czacie facebooka. (Tak, pozdrowiania dla Asi K. ;))
fraziu 2010-08-04 15:04:00 skomentuj (3) Wyjątki z notatek mechanizacyjnych Fragmenty notatek z wykładu z mechanizacji. fraziu 2009-11-10 17:30:11 skomentuj (3) Krótko, bo krótko, ale zawsze coś. Źródło: Zocha:) fraziu 2009-10-18 19:32:37 skomentuj (1) Psychotest prawdę ci powie Zmęczone zakupami i zmarznięte po wizycie w Zarze, udajemy się z Zochą na kawę. No i takie tam pogaduszki się odbywają... fraziu 2009-07-31 17:21:50 skomentuj (3) Mix rzeczy różnych a śmiesznych niepomiernie Oczywiście, moi ludzie ciągle dostarczają mi rozrywki:) Na początek znowu o Milenie:) fraziu 2009-05-20 17:20:48 skomentuj (1) 666 Jemy sobie obiad. fraziu 2009-03-14 15:38:39 skomentuj (3) Milena jedzie autem.
Sesja mi się skończyła i nie
muszę uciekać się do tak ostatecznych metod unikania nauki, jak pisanie notek.
Ale Ania pisze, że dziś Dzień Pisarzy, także w ramach tego święta coś stworzę. Jest
również Dzień Pierwiastka Kwadratowego, ale ani Ania, ani ja nie wiemy, jak to
świętować;) Milena pracowała w Łebie, a mieszkała w odległości kilkunastu kilometrów. Między rzeczonymi lokalizacjami mieści się teren zalesiony i polny, raczej z rzadka uczęszczany, także Milena postanowiła zaryzykować jazdę samochodem bez prawka. Wsiadła w cinkusia i jedzie przez las. Dotarła bezpiecznie niemal do przedmieść Łeby i wtem z przeciwka nadjechał nieodpowiedzialny kierowca! Nie zważając na gabaryty swego auta i ostry zakręt, ściął go niczym rajdowiec! Przestraszona Milena skręciła w bok, na pobocze i jakieś krzaczory. Zatrzymała się, rotrzęsiona. Ochłonęła i postanowiła jechać dalej. Włączyła silnik, wrzuca jedynkę i gazuje… BRRRRUM BRRRRUM BRUMMMM… Mimo wysiłku, autko stało w miejscu. Milena wysiadła zbadać sprawę. Chociaż z perspektywy drogi pobocze wydawało się dość równe, tak naprawdę było specjalną pułapką na nieostrożne cinkusie. Podwozie oparło się o górkę, idealnie przeznaczoną do tego celu, a koła zawisły w powietrzu. Pchanie nic nie pomogło. Milena już pogodziła się z utknięciem auta i pójściem do pracy pieszo, gdy wtem! Pojawili się rycerze na białych koniach. A konkretnie, panowie z budowy w minibusie. Nasza bohaterka zaczęła rozpaczliwie nawoływać i machać rękoma, a że damie w potrzebie odmówić nie można, zatrzymali się. - My pani to autko wypchniemy – powiedzieli. – Ma pani linę? Milena nie wiedziała, czy ma linę, bo samochód został nabyty zaledwie kilka dni temu i nie zaprzyjaźniła się z nim w tak znaczącym stopniu, aby poznać jego wnętrze. Linka znalazła się jednak w bagażniku i przystąpiono do operacji „uwolnić cinkusia”. Misją Mileny było siedzieć za kierownicą i kręcić, nic nie tykać. No i transit ciągnie samochód, sytuację nadzoruje jeden z tych pomocnych panów i daje znaki kierowcy busa. Nasza bohaterka, aby wydostać się z pułapki, musiała wykonać bardzo gwałtowny skręt i kierownica zablokowała się, ponieważ nie było kluczyków w stacyjce. I tak autko, mimo iż Milena naciskała hamulec z całej siły, zostało brutalnie przeciągnięte na drugą stronę… i utknęło na kolejnym poboczu, a po drodze linka holownicza skosiła biednego pana, który upadł i w panice odpełznął na pobocze! :D Po zwiedzeniu i empirycznym poznaniu roślinności drugiego pobocza, Milenie udało się wrócić na drogę, a nawet bez dalszych przygód dojechać do pracy. Martwiła się jedynie rysą na samochodzie, ciągnącą się konsekwentnie przez bok samochodu od bagażnika po maskę. Ale co tam, wmówi się Łukaszowi, że taki już samochód kupił. I prawie obyłoby się bez wpadki, gdyby nie… lina holownicza i czapka jednego z kolesi, które zostały na tylnym siedzeniu. Taki sprzęt wzbudził podejrzenia życiowego towarzysza Mileny i wywołał różne wątpliwości… :)
I tym optymistycznym akcentem kończymy dzisiejszą notkę i obchody Dnia Pisarzy. :)
fraziu 2009-03-03 22:03:56 skomentuj (1) ...bo miałam o tym nie pisać! Rozmowa u mnie przy kawce. fraziu 2009-02-04 00:19:27 skomentuj (3) Trzeba się uczyć, więc będę pisać notki i już Wbrew oczekiwaniom, dzisiejszy odcinek sponsoruje Tata, bo Zocha zaniemogła, leży w łóżku i ogląda Włatców Móch (moim zdaniem, przyczyną jej choroby jest tzw. odmóżdżenie). Ogólnie to została pokarana, bo poszła do lekarza i załatwiła sobie lewe L4, które się właśnie ulegalniło. Tak więc życzymy siostrze zdrowia, coby mogła dostąpić zaszczytu wystąpienia w mej blogowej telenoweli. fraziu 2009-02-02 21:48:24 skomentuj (4) Trzeba zmienić tą najnowszą notkę, bo inaczej wiosna nigdy nie przyjdzie Trzeba przytoczyć jakieś anegdotki z życia, bo inaczej o nich zapomnę... Poza tym tamta notka jest nieaktualna, już dawno nie mamy choinki. Tata odcinał po kawałku, jak Mama nie patrzyła, i wrzucał do kominka. Czekał na to od momentu, gdy drzewko zjawiło się w domu. fraziu 2009-02-01 22:13:21 skomentuj (4) Święta sręta! - Dla Zosi to ciężko kupić prezent, nic nie zbiera, kubków nie lubi, mało czyta... Ciuchy sobie sama kupuje... A na przykład z Mają nie miałam takiego problemu! Od razu widziałam, co jej kupić... i na pewno bardzo ci się spodoba! Nie mogę się doczekać, kiedy to zobaczysz! Na bank trafiłam z prezentem! - cieszy się Mama. fraziu 2008-12-21 12:02:01 skomentuj (2) Tajemnica (Nie wiem, czy to śmieszne. Ale po prostu MUSZĘ XD) Nie wszyscy wiedzą, że Heniu i Marta noszą w swych sercach mroczną, odrażającą tajemnicę... którą niedawno mi wyjawiły. Po trzech latach mej niewiedzy i niepewności, tym bardziej, że byłam ten niewiedzy świadoma i była ta wiedza o niewiedzy bardzo upierdliwa.
Trzy lata temu to było. Pewnego wrześniowego dnia szkolnego Heniu i Marta wparowują do szatni z wyrazem totalnego niesmaku na twarzach, krzycząc od progu: Trzy lata później...
W poniedziałek piekłyśmy z Martą pierniczki. Podczas tego kulinarnego procesu Marta znowu zrobiła dziwną minę... zapytałam: Padłam XD
fraziu 2008-12-10 17:51:11 skomentuj (4) |
2011 kwiecień 2010 listopad wrzesień sierpień 2009 listopad październik lipiec maj marzec luty 2008 grudzień sierpień lipiec czerwiec maj marzec luty styczeń 2007 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec luty styczeń 2006 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2005 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2004 grudzień listopad wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2003 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2002 grudzień |
||
|
Immobilien Dragensdorf | |||